O MNIE

O MNIE

Witam serdecznie na mojej stronie!

Nazywam się Norbert Salin, mam 32 lata, a w wieku 26 lat rozpoczęła się moja przygoda z długami…

marzenia o żeglowaniu

Zawsze miałem wielkie plany co do swojej przyszłości. Czasem niektóre z nich z perspektywy czasu wydają mi się mocno przejaskrawione, przerastające moje własne możliwości. Zastanawiam się jednak czy gdyby nie ciąg zdarzeń jakie mnie spotkały nadal uważałbym, że nie byłem w stanie osiągnąć tego co zamierzyłem. Dziś na pewno wiem, że zmierzenie się w ogromnym stresem, wizją utraty marzeń i wszystkich planów, liczenie strat i tego co mogłem zrobić, ale już nie mogę, udało mi się wzorowo, pomimo wielu chwil zwątpienia. Zwątpienie nie jest tutaj niczym złym i nie umożliwia mi nazwanie mojej postawy i mojej walki wzorowym, bo dla mnie liczy się finał. A finał jest taki, że spłaciłem ogromne długi jakie spadły na moje barki kiedy byłem młodym człowiekiem z listą planów do wypełnienia, byłem wtedy marzycielem wiernym swoim pragnieniom i idei. Chciałem zdobyć świat, poznać każdy jego zakątek, wypłynąć daleko i jeszcze dalej. Nie myślałem o zakładaniu rodziny, bałem się stabilizacji jaką wymusza rodzina czy kredyt mieszkaniowy, a co gorsze jedno z drugim. Nie chciałem gonić za pieniędzmi, chciałem żeglować, oddać się nieokiełznanym oceanom, nie czekać na piątek i przeklinać poniedziałki. Chciałem żyć w zgodzie z naturą i jej rytmem, nie z rytmem zegara na ścianie utopiony w miejsckim zgiełku. Myślałem, że mogę być daleko od szarej rzeczywistości, bez liczenia szczęścia w pieniądzach. Życie jednak zaplanowało mi inną ścieżkę i choćbym bardzo chciał, to nie było możliwości wybrać inaczej.

Zaufanie do bliskich traci się jedynie kiedy spotkają nas sytuacje zmusząjące rozum do otrzeźwienia. Nigdy nie jesteś w stanie przewidzieć zachowania innych ludzi, nawet jeśli są najbliższymi osobami w Twoim życiu. Czasem to nie ich celowe działania muszą mieć negatywny skutek na nasze relacje, ale losowe zdarzenia niezależne od kogokolwiek. Zostałem kiedyś poproszony o wsparcie finansowe swoich rodziców i ich przedsiębiorstwa. W tamtym czasie prężnie się rozwijało, jednak dalszemu rozwojowi przeszkadzał brak finansów na kluczowe inwestycje. Zgodziłem się, tym bardziej, że miało to ogromne znaczenie dla tej firmy, a jej zyski dawały gwarancję zwrotu pieniędzy. Niestety, jedyną możliwością na zapewneniu środków finansowych dla inwestycji w przedsiębiorstwo rodziców, był kredyt w banku. Nie jeden, a dwa. Pierwszy kredyt zaciągnięty był na 50 tys. złotych. Cel na jaki zostały przeznaczone okazał się strzałem w dziesiątkę! Kolejny kredyt o tej samej kwocie został przeze mnie zaciągnięty niespełna pół roku później. Efekt również był zadowalający. Rodzice rozwijali firmę, a ja swoje pasje łącząc je w tamtym czasie z dobrze płatną pracą. Kredyty mnie nie obciążały, ponieważ były płacone przez moich rodziców, zgodnie z naszą umową. W pewnym jednak momencie nastał kiepski okres dla branży i biznes zaczął podupadać. Rodzice widząc moje zaangażowanie w żeglarstwo nie chcęli mnie martwić i postanowili tym razem wziąć sprawy w swoje ręce i stawić czoła problemom w firmie. Nadszedł jednak czas, w którym rozpoczęła się dla nich walka o każdy grosz, a na koniec miesiąca trudne decyzje typowania płatności koniecznych i tych, które muszą zostać wstrzymane. Nadszedł czas również i na moje kredyty. Fatalnym błędem ze strony rodziców okazało się ukrywanie kłopotów finansowych, bowiem nie miałem możliwości podjąć kroków mających na celu załagodzenie sytuacji. Moje kredyty były regulowane, ale nie w pełnych kwotach. W pewnym momencie  z dwóch tysięcy złotych miesięcznie, rodzice płacili po 100 – 200 zł co oczywiście nie satysfakcjonowało żadnego z banków. Wszczęto względem mnie postępowanie windykacyjne, o którym nie miałem pojęcia, bo rodzice ukrywali przede mną dokumenty nadsyłane przez oba banki. Do dziś nie rozumiem ich motywu pomimo tłumaczeń, że sądzili, iż wszystko zakończy się dobrze.

Finał był bardzo prosty – pewnego dnia wczesnym rankiem do drzwi zapukał komornik. Nie była to na szczęście wizyta ostateczna, a jedynie informacyjno – negocjacyjna. Dogadałem się na ile mogłe, bo szok odciął mi racjonalne myślenie. Komornik chciał co miesiąc minimum 1000 zł, a to był tylko jeden kredyt, który się do mnie „odezwał”. Z czasem jednak sprawa została odebrana komornikowi i przekazana do „zorganizowanej” grupy windykacyjnej. Drugi kredyt miał podobny przebieg – firma windykacyjna i surowe odsetki. Łącznie każdego miesiąca musiałem płacić 3000 zł i tak przez ponad 4 lata. Kwota ta stanowczo przerastała moje możliwości. Tyle oszczędności mi w każdym miesiącu nie zostawało. Firma rodziców przestała zarabiać i została zlikwidowana. Majątek zlicytował komornik. Zostałem sam z długami. Musiałem szukać pracy, dobrze płatnej pracy lub drugiego etatu, niestety ani jedna ani druga opcja nie umożliwiała mi płacenia zobowiązań zgodnie z ugodami. Mogłem negocjować kwoty, ale wiedziałem, że będę musiał liczyć się z drastycznym wzrostem odsetek. Moim celem było oddać jak najmniej i nie generować dodatkowych kosztów. Oto co w skrócie nastąpiło po tych zdarzeniach:

  1. Zamieniłem samodzielne mieszkanie, które wynajmowałem sam na pokój zdala od centrum. Zredukowałem dzięki temu koszty o około 700 zł.
  2. Zacząłem drugi etat i wziąłem na barki drobne fuchy (sprawdzanie prac magisterskich, pisanie konspektów, itd).
  3. Ostatecznie wyjechałem za granicę, w kilka miesięcy po zmianie mieszkania. Szybko zorientowałem się, że dwa etaty i fuchy nie dość, że mnie wykańczają, to jeszcze nie są wystarczające aby pokryć wszystko jak się należy. Przestałem wychodzić z domu, bo nie było mnie stać na jakiekolwiek rozrywki. Pamiętam tamte lato – tylko raz kupiłem sobie truskawki 😉

 

Nie będę ściemniać, że dawałem sobie doskonale radę. Jestem mięczakiem i początki były tragiczne. Kiedy zrozumiałem jak wiele pieniędzy przyszło mi oddać i z jakim rygorem i jakim kosztem, zacząłem lekoterapię. Załamałem się i często miałem objawy depresji. Musiałem zrezygnować z marzeń, z pragnień, spędziłem 4 lata pracując na budowie za granicą. Wróciłem kiedy spłaciłem długi. Cztery lata spędziłem bez przygód, bez relaksu, bez żeglowania. Nie odwiedzałem rodzinnych stron. Zaszyłem się w małej miejscowości na południu Niemiec i przez ten czas uczyłem się ciężkiej pracy i walczyłem z myślami i nienawiścią do samego siebie. Przestałem rozwijać się w dziedzinach, które kochałem. Rozstałem się  z morzem, z przyjaciółmi – wielu z nich potraciłem bezpowrotnie. Straciłem 4 lata na naprawianie błędów swojej młodości, to była prawdziwa lekacja ucząca wytrwałości. Udało się, w końcu się udało. Ale na pewno nie udało się iść drogą, jaką sobie zaplanowałem.

Po powrocie do Polski rozpocząłem nowe życie. Otworzyłem biznes i zacząłem zbierać pieniądze na mieszkanie. Jedno jest pewne – w życiu nie wezmę już żadnego kredytu.

Ten blog jest o moich doświadczeniach jakie zebrałem w walce z długami, o moim planie na spłatę, o wiedzy jaką zdobyłem. Ten blog jest przewodnikiem po długach. Jeśli jesteś zadłużony na duże czy na małe kwoty, znajdziesz tutaj wiele interesujących i przydatnych informacji. Pamiętaj, że każdemu może udać się wyjście z długów, ale to wymaga planu i mobilizacji i co najważniejsze, nie wymaga wyjazdu z kraju.