Cięcia budżetowe jako pierwsze starcie z długami

Cięcia budżetowe jako pierwsze starcie z długami

Kiedy zrozumiałem, że znalazłem się w kiepskiej sytuacji, rozpocząłem szkicować plan działania. Oczywiście nie od razu wiedziałem co mam robić i podczas realizacji wstępnych planów popełniłem dużo błędów. Będę je dokładnie opisywać abyś mógł je omijać podczas swojej drogi wychodzenia z długów. W moim wypadku większość błędów wynikała z braku wiary i strachu. Podejmowałem doraźne działania, które komplikowały sytuacje, a zupełnie pominąłem działania długofalowe.

Niemniej jednak w którymś momencie podjąłem drastyczne cięcia budżetowe. To był bardzo dobry plan i gdybym zdecydował się na niego wcześniej, wszystkie zobowiązania spłaciłbym szybciej. Zaciśnięcie pasa może przynieść kilkaset złotych oszczędności każdego miesiąca. Warto jednak pamiętać, że o wysokości tej zaoszczędzonej kwoty decyduje determinacja w realizacji nowego budżetu. Jeśli wytrwasz, będziesz mieć masę dodatkowych pieniędzy w kieszeni, a jeśli będziesz sobie pobłażać, to efekt będzie kiepski i do tego będziesz męczyć sie w bezowocnych i trudnych działaniach „odmawiania sobie przyjemności”.

Jeśli liczysz, że Ciebie zmowtywuję do działania, to się mylisz. Ale mogę powiedzieć co mnie zmotywowało najbardziej – czas. Wiedziałem dobrze, że im dłużej będe spłacać tym więcej pieniędzy ze mnie ściągną w formie odsetek, wydłuży się również życie w stresie i bez pieniędzy. Jeśli szybciej nazbieram pieniądze, to poza odzyskaniem wolności zyskam jeszcze trochę środków z nadpłaconych odsetek. 

Tak wyglądały moje cięcia w budżecie:

  1. Pierwszy mój krok to zmiana mieszkania. Wynajmowałem jednopokojowe w centrum. Płaciłem jakieś 1400 zł. Zamieniłem na dwupokojowe w nieco mniej atrakcyjnej dzielnicy i poszukałem współlokatora. Moje koszty zredukowałem o 700 zł. Skończyły się imprezki z kolegami w każdy weekend, bo tylko u mnie mogliśmy się spotykać 😉
  2. Sprzedałem samochód. Nigdy nie przywiązywałem do niego wagi, więc nie było mi trudno. Auto miałem tanie i stare, udało mi się sprzedać je za 4 000 zł. Ten ruch to nie tylko niewielka gotówka w kieszeni, ale również regularna oszczęność na paliwie (200 zł miesięcznie) i ubezpieczeniu (750 zł rocznie).
  3. Z auta przesiadłem się na rower, bo komunikacja miejska oczywiście kosztuje. Ja zainwestowałem w kilka gadżetów do jednoślada i kolejne miesiące poruszałem się tylko rowerem. Jedynie w szczególnie zimne dni korzystałem z autobusów. Do pracy miałem 10 km w jedną stronę. Projekt „rower” realizowałem również za granicą.
  4. Rzuciłem palenie – od dawna nosiłem się z tym zamiarem, ale teraz jak nigdy był odpowiedni moment. Miesięczna oszczędność wyniosła ponad 200 zł (paliłem pół paczki dziennie).
  5. Zrezygnowałem z kablówki i całego pakietu z internetem. Zostawiłem jedynie abonament na internet w tańszym zestawie. Do przodu każdego miesiąca o 50 zł.

Każdego miesiąca w kieszeni miałem dodatkowo 1200 zł pewnych oszczędności. Wprowadziłem też rygor żywieniowy. Skończyło się jadanie pizzy na telefon i w knajpach na mieście. Myślę, że to była oszczędność na poziomie kolejnych 200 zł. W sumie 1400 zł. Ale to nie było wystarczające. Koszty życia były następujące:

  • mieszkanie – 700 zł
  • telefon i internet – 80 zł
  • jedzenie i reszta koniecznych wydatków 1000 zł
  • raty 3000 zł

SUMA – prawie 5000 zł. 

ZAROBKI – 3600 zł na rękę.

Co miesiąc brakowało mi na jedną pełną ratę. Suma moich zarobków pochodziła czasami z trzech różnych miejsc pracy. Ciągnąłem tak przez kilka miesięcy, potem postanowiłem, że wyjadę na jakiś czas. Zamiar miałem zachować moje oszczędnościowe tendencje. O tym jak radziłem sobie poza krajem w kolejnym poście 🙂

 

Pozdrawiam Was moi czytelnicy,

Norbert S.

 

Comments are closed.